Zaglądamy znowu w okolice porzuconej przez wilki nory, a tu taka niespodzianka. Wilków jak nie było, tak nie ma, pojawiły się za to dwukrotnie łosie! Pierwszy nadszedł byk ze świeżym scypułem na głowie. Widać już pod nim zarys przyszłego poroża. Łoś pojawił się tu chyba po raz pierwszy, bo zafrasowany niecodziennym znaleziskiem, zastygł w miejscu i węszył uważnie, rzucając długi cień na piasek wokół nory.
Następnego dnia słońce schowało się już za chmurami, z których wreszcie spadł długo oczekiwany deszcz. Taka aura nie przeszkodziła jednak w spacerze łoszy z potomstwem. Pośpiech jakoś nie leży w zwyczaju tych zwierząt, młoda mogła więc na spokojnie zajrzeć do tajemniczego dla niej otworu w ziemi. Łosze znalazły też czas na rodzicielskie czułości, aż przyjemnie było patrzeć jak mama z córką wzmacniają więc wtulając się głowami. Gdy już wszystko obejrzały, a nawet zakosztowały okolicznych gałązek, ruszyły dalej sobie znanym szlakiem.