Dzięcioły często kojarzymy z charakterystycznym, donośnym odgłosem stukania podczas żerowania. Czasem jednak ich sposób zdobywania pokarmu jest zupełnie bezszelestny i niemal niezauważalny.
Napotkanego dzięcioła zielonosiwego zauważyłem przypadkiem, obserwując samca kosa. Kształt majaczący tuż za nim początkowo wziąłem za fragment ułamanej gałęzi. Dopiero gdy spojrzałem przez obiektyw, zrozumiałem swoją pomyłkę. Samiec dzięcioła - rozpoznawalny po niewielkiej czerwonej czapeczce - siedział nieruchomo „przyklejony” do pnia. Z tej pozycji wypatrywał ofiar wędrujących w pobliżu, a kiedy znalazły się w zasięgu dzioba, zręcznie je chwytał i pożerał.
Zaskoczyła mnie jego cierpliwość w powolnym wspinaniu się po pniu, a potem trwającym długie minuty wyczekiwaniu w bezruchu. Trzeba przyznać, że maskuje się znakomicie. Gdybym nie wiedział, gdzie się znajduje, bez sprzętu optycznego pozostałby dla mnie zupełnie niewidoczny, nawet mimo czerwonego akcentu w upierzeniu.
