Ukryty w gąszczu łozin obserwowałem parę łabędzi, która niedawno wróciła nad Topiło. Były tam, gdzie się ich spodziewałem - wolno płynęły, zupełnie nie zwracając uwagi na moją obecność. Ciszę przerwał nagły plusk, dobiegający od strony zachodzącego słońca. To dorosły bielik, polował na płyciźnie, uderzając szponami w taflę wody. Przecinał zbiornik wszerz, z jednego brzegu na drugi, po czym przysiadał na wzniesieniu, na fragmencie kłody. Czujnie rozglądał się na boki, wypatrując ryb. 

Bieliki są niezwykle ostrożne i płochliwe, gdy wcześniej miałem okazję go obserwować, zawsze szybko podrywał się do lotu i znikał za ścianą lasu. Tym razem było inaczej, przez kilka minut mogłem podziwiać jego piękno. 

Łabędzie, znajdujące się około trzydziestu metrów od drapieżnika, nie wykazywały niepokoju, a on także nie był nimi zainteresowany. Dopiero gdy przeleciał bliżej, jeden z łabędzi lekko zatrąbił. Najwyraźniej konfrontacja dwóch tak dużych ptaków nie leży w interesie żadnego z nich.