Przemierzając puszczańskie, bagienne bory porośnięte karłowatymi sosnami oraz pojedynczymi brzozami i świerkami, uważnie spoglądałem pod nogi, poszukując poroża łosi. Zwierzęta te chętnie odwiedzają podobne zbiorowiska roślinne, żywiąc się łanowo rosnącą tu borówką, a także młodymi pędami sosen i świerków.

Skupiałem wzrok nisko, lecz nagle kątem oka zauważyłem ptaka zrywającego się do lotu. Bezszelestny lot uświadomił mi, że mam do czynienia z sową, która siedziała nisko nad ziemią,  gdzie zapewne odpoczywała po nocnych łowach. 

Ostrożnie ruszyłem w kierunku, w którym poleciała, i była to dobra decyzja. Po kilkunastu metrach dostrzegłem na świerku tajemniczą, szarobiałą postać - „leśnego ducha” - siedzącą nieruchomo na cienkiej gałęzi. Zdążyłem zrobić zaledwie kilka zdjęć, a chwilę później, w miejscu gdzie siedziała sowa została już tylko rozkołysana gałązka. 

Bezskutecznie próbowałem odnaleźć ją ponownie - po prostu zniknęła. Puszczyki występują u nas w dwóch formach ubarwienia, a napotkany przeze mnie osobnik w szarych piórach należy do rzadszej odmiany. Początkowo, pod wpływem emocji, pomyślałem nawet, że spotkałem puszczyka uralskiego. Jednak po dokładnym przyjrzeniu się zdjęciom zauważyłem charakterystyczne prążkowanie piór na brzuchu - to cecha ewidentnie przypisana do puszczyka zwyczajnego.

Bezgłośny lot i nocny tryb życia sprawiają, że obserwacja sowy w ciągu dnia to prawdziwe szczęście.

Wuev