Choć w ten rekordowo zimny poranek zamarzały nawet myśli, życie w puszczy toczyło się swoim zwykłym rytmem. Termometr wskazywał dokładnie minus trzydzieści stopni i choć naprawdę milion argumentów przemawiało za tym, by pozostać w domu, warto było wybrać się na krótki spacer. Ostre słońce przebijało przez gałęzie, dając złudne wrażenie ciepła. Wzrok niemal automatycznie podążał więc ku światłu i zatrzymał się na grupie skrzydlatych przyjaciół, łapiących w koronach drzew promienie słońca.

Pierwsze dostrzegłem sikory - ubogą, która wybierała nasiona z nibyszyszek olszy, oraz modraszkę korzystającą z nasion pokrzywy. Pędy roślin wychylały się pod jej ciężarem, lecz ptak nie odpuszczał i wytrwale wyskubywał drobne kuleczki.

W tym samym czasie kowalik wędrował głową w dół, szukając poczwarek w spękaniach pnia olszy. Jedną udało mu się odnaleźć - widać to na zdjęciu, jak trzyma ją w swoim szpiczastym dziobie. Nieopodal grupa czyżyków łapczywie zajadała się nasionami olszy. Gdy podrywały się do lotu, rozlegał się charakterystyczny szum. Można się wtedy nieźle wystraszyć, zwłaszcza jak duże stado zerwie się nagle do lotu.

W drodze powrotnej doszły mnie znajome popiskiwania. To raniuszek, a właściwie para raniuszków, uwijała się w akrobatycznych pląsach. Ich niezwykła ruchliwość utrudnia wykonanie zdjęcia: co chwilę podlatują, kręcą się i brykają. Sprytnie potrafią chwycić się jedną nogą za cienką gałązkę, by w tej komicznej pozie wyskubać jakąś małą poczwarkę.
W mroźne dni raniuszki przytulają się do siebie, ogrzewając się nawzajem - może dlatego tak rzadko spotyka się je pojedynczo. W okresie lęgowym są bardzo rodzinne i pomagają karmić nawet nieswoje potomstwo.