Nie miał szczęścia nornik, który niczego nieświadomy opuścił swoją zimową kryjówkę. Nie pomogła nawet osłona nocy, bo dla czyhającego drapieżnika zmrok nie jest żadną przeszkodą, a wręcz przeciwnie - najlepszym czasem do aktywności.

Czy rozpoznaliście już podniebnego oprawcę? To puszczyk, który prawdopodobnie przelatywał niskim lotem patrolowym, jak to ma w zwyczaju. A być może wypatrywał ofiary z pobliskiej czatowni - to również jego metoda działania. W efekcie spadł wprost na nieszczęsnego gryzonia, wbijając w niego swoje ostre szpony. Tak drobna ofiara najprawdopodobniej ginie już w chwili ataku, od siły uderzenia.

Puszczyki potrafią usłyszeć najdrobniejszy ruch na śniegu, same zaś poruszają się niemal bezszelestnie. Taką przewagę nad ofiarami zapewnia im wyjątkowa budowa piór. Krawędzie ich lotek mają miękką, rozszczepioną strukturę, która rozprasza przepływ powietrza i tym samym redukuje dźwięk.