Nagranie rysia cieszy podwójnie, zwłaszcza gdy pokaże się od przodu, w pełnej zimowej krasie. To ten sam „kocur”, którego obserwujemy od dwóch lat. Tym razem wędrował tuż przed zmrokiem,  po zamarzniętym korycie rzeki.

Nagranie pochodzi z fotopułapki i mimo że znamy już niektóre jego ulubione trasy, wciąż nie udało nam się spotkać na żywo. Ten nieuchwytny cel naszych marzeń sprytnie omija nas szerokim łukiem. Mamy jednak przeczucie, że w tym roku wreszcie wejdziemy sobie w drogę. Trzymajcie kciuki!