Niedzielny poranek przywitał mnie smutnym obrazem. Idąc brzegiem olsu, natknąłem się na martwą krowę. Leżała pod młodym świerkiem, oprószona śniegiem. Prawdopodobnie straciła życie całkiem niedawno - dzień, może dwa dni wcześniej. Miała kilkanaście lat, była więc już dojrzałą żubrzycą, ale wciąż mogła jeszcze wydać na świat niejedno młode.

Zastanawiające, co robiła tu sama, w środku puszczy. Przecież powinna, jak większość krów, przebywać w stadzie i wspólnie z nim znosić trudy zimy. Żubry, które spotykam w tej części lasu, to zazwyczaj grupy samców, kręcące się w pobliżu brogów wypełnionych sianem.

Zimą najbardziej narażone na wychłodzenie są maluchy. Najtrudniej mają te, które przychodzą na świat podczas siarczystych mrozów, ich niewielkie ciała nie są jeszcze w stanie skutecznie się ogrzać.

Tak wymagające warunki przetrwają najsilniejsi i najlepiej przystosowani. Niedługo przyjdzie wiosna. Zwierzęta wreszcie będą mogły najeść się do syta i odbudować kondycję.

Wuev