Dokładnie osiem lat temu po raz pierwszy udało mi się zrobić zdjęcie bielikowi. Zauważyłem go, gdy żerował na martwym jeleniu, który wcześniej utknął w pułapce - z nogą uwięzioną w zamarzniętym stawie. Takie zdarzenia pozostają w pamięci na zawsze. Gdy na otwartej przestrzeni pojawia się martwe zwierzę, wiem już, że niedługo nadleci również ten największy spośród ptaków drapieżnych Polski.
Duże, martwe ssaki stanowią ważny element zimowej diety bielika. Zamarznięta tafla wody odcina przecież dostęp do ryb, które, obok ptactwa wodnego, zajmują szczególne miejsce w jego menu.

Gdy kilka dni temu znalazłem jelenia upolowanego przez wilki, również wypatrywałem odwiedzin bielika. Wreszcie zauważyłem młodego ptaka (u dorosłych dopiero po pięciu latach bieleje ogon), który jednak także dostrzegł mnie i na wszelki wypadek przeniósł się na wierzchołek wysokiego świerka. Zawsze mnie ciekawi, jak taki olbrzym utrzymuje się na samym czubku drzewa. Trzeba jednak pamiętać, że choć jest duży, waży stosunkowo niewiele - do siedmiu kilogramów.
Dlaczego te spotkania są dla mnie takie istotne? Zawsze, gdy zobaczę bielika, mówię sobie w duchu, że to będzie dobry dzień. Jakimś trafem zawsze się to sprawdza. Taki to mój „dziki” rytuał.

Wuev