Zima wreszcie pokazała swoje prawdziwe oblicze: śnieg sypie bez opamiętania, mróz nie odpuszcza, a do tego wieje silny wiatr. Spacer w takich warunkach wymaga dyscypliny i sporego nakładu sił, ale właśnie teraz warto wybrać się do puszczy. 

Wybrałem się nad staw w Topile, który o tej porze roku zawsze przynosi ciekawe obserwacje. Przywitały mnie kruki - zimą są szczególnie głośne. Czyżby w pobliżu leżał  jeleń upolowany przez wilki? Kruki mają w zwyczaju drzeć się w niebogłosy, informując wszystkich o upadłym zwierzęciu. Okazało się jednak, że nie tym razem. Najpewniej ostrzegały swoim głosem wilki, których świeże tropy zauważyłem na śniegu. W ten sposób odwdzięczają się im za możliwość korzystania z resztek pozostawionych przez watahę. 

W oddali  spostrzegłem ciemną, niewielką plamę na śniegu. Wyglądała trochę jak pień drzewa wystający z dna stawu. Jakże się zdziwiłem przybliżając obraz przez obiektyw aparatu. Tajemniczy kształt okazał się wydrą, która nieruchomo spoglądała w moim kierunku. Przez chwilę czekała,  po czym zniknęła w przeręblu, który zapewne sama wydrążyła w tafli lodu. 

Nie trzeba było długo czekać, by wynurzyła się kilkadziesiąt metrów dalej, w kolejnym przeręblu. Zaraz po wyjściu z wody ponownie namierzyła mnie wzrokiem i jeszcze raz zanurkowała. Tym razem zniknęła na dłużej. Zdecydowałem, że nie będę jej niepokoił. Zapewne żerowała, a moja obecność tylko przeszkadzała jej w posiłku. 

Ostatni suchy rok był dla tutejszych wydr szczególnie trudny. Niewielka ilość wody w zbiorniku sprawiła, że liczba miejsc do bytowania była znacznie ograniczona. Latem sam znalazłem martwą wydrę i martwiłem się, że reszta podzieli podobny los. Zimowe spotkanie zdecydowanie poprawiło mi humor.

Wuev