Odkąd przemierzam puszczańskie ostępy, zwłaszcza tereny nadwodne, nie pamiętam bardziej przygnębiającego widoku. Rzeki i zbiorniki wodne od lat stanowiły stały rezerwuar wody niezbędnej do życia wielu gatunkom zwierząt. Tymczasem początek września okazał się tragiczny w skutkach. Brak opadów i wysoka temperatura sprawiły, że stawy w Topile - największy zbiornik wodny po polskiej stronie puszczy - ledwo zipią. 

Wraz z cofającą się wodą odeszło wiele młodych ptaków wodnych. Para łabędzi krzykliwych - ikona tego miejsca - straciła młode pod koniec sierpnia, już wtedy poziom wody był zbyt niski. 

Gdy rozmawiam o suszy z ludźmi mieszkającymi w Puszczy od dziesięcioleci, wszyscy zgodnie twierdzą, że jeszcze nigdy nie było tak źle. 

Na razie susza najmocniej dotyka gatunki, których życie jest ściśle związane ze środowiskiem wodnym - płazy, ptaki, oraz ssaki, zwłaszcza bobry, których przyszłość rysuje się w naprawdę  ciemnych barwach. 

Wszystkie organizmy potrzebują wody do życia. Niektóre reagują na jej brak niemal natychmiast - umierają z pragnienia. Inne, jak drzewa, reagują z opóźnieniem. Drzewa wykształciły bowiem różne strategie przetrwania w okresie suszy: zmniejszają powierzchnię liści albo pokrywają je woskową wydzieliną, by ograniczyć parowanie. Kiedy jest już naprawdę źle, zrzucają część liści przedwcześnie. 

Długotrwała susza może prowadzić do zamierania drzew. W pierwszym etapie, osłabione brakiem wody rośliny przestają się tak skutecznie bronić przed owadami. Wówczas larwy zjadają całe tkanki miedzy korą a drewnem - tam, gdzie normalnie przebiega transport związków odżywczych.

Im dłużej utrzyma się susza, tym bardziej widoczne będą zmiany w przyrodzie. Utrata kolejnych gatunków wpłynie na stabilność całych łańcuchów pokarmowych.