Tak się w ostatnich latach ułożyło, że o spotkanie z dzikami często łatwiej nawet w wielkich miastach niż Puszczy Białowieskiej. W przeciwieństwie do tych „miejskich dzików”, nasze białowieskie nie specjalnie jednak skłonne są do nadmiernych gestów przyjaźni z gatunkiem ludzkim i zwłaszcza w takiej sytuacji, gdy samice prowadzą swoje najmłodsze pokolenie, zdecydowanie odradzamy próby bliższego kontaktu. Lochy są bardzo troskliwymi opiekunkami i w razie zagrożenia, bez chwili wahania atakują intruza.

Najpierw długo nie udaje nam się spotkać z puszczańskimi watahami dzików, ale gdy wreszcie już to nastąpi, trafiamy na naprawdę imponującą rodzinę. Młode pod opieką aż siedmiu dorosłych, już całkiem nieźle podrosły. Nawet charakterystyczne pasiaki, które jeszcze niedawno zdobiły ich pierwszą suknię, teraz są już ledwo widoczne. Udało nam się też dostrzec kilka łaciatych rodzynków, co wcale nie jest też tak częste.

Tutaj, w bliskości rzeki dziki mają swój raj, do woli grzebiąc i tarzając się w miękkiej glebie. Powodzenia dzika rodzinko!