Jeszcze w czerwcu spotkanie rogacza nie było wcale takie łatwe. Samce sarny chowały się w leśnych ostojach, niezwykłe czujne i ostrożne. Pilnowały swoich rewirów, nabierając sił przed zbliżającymi się godami.
Wielki „teatr miłosny” tych pięknych zwierząt rozpoczyna się już w lipcu, na długo przed jelenim rykowiskiem. Wówczas kozły zwabione zapachem i dźwiękiem wydawanym przez samice opuszczają leśne kryjówki. Do tej pory ostrożne, teraz jakby na zawołanie, straciły swój zwykły instynkt przetrwania. Albo raczej zamieniły jego funkcję, z trybu „ostrożności” o własne kruche życie, przeszły w tryb „przedłużenia gatunku”.
Spotykamy je wówczas nie tylko po zmierzchu, ale i w środku dnia na polanach i leśnych drogach. Otumanione miłosnym popędem są wyjątkowo zuchwałe, lekceważąc oczywiste odgłosy zagrożenia. To rzecz jasna dobry moment dla białowieskich drapieżników, zwłaszcza dla wyspecjalizowanego w polowaniach na sarny rysia, aby zaskoczyć na randce nieroztropnych kochanków.
Tymczasem jesteśmy świadkami godowego zachowania saren. Samica na początku pozornie kryguje się, wciągając partnera w miłosne rytuały. Sprawia wrażenie jakby chciała uciec, jednak cały czas pozostaje w zasięgu wzroku kozła. Spektakl ten ma już swój z góry określony scenariusz. Sarna biega dookoła polany, wyznaczając w trawie wydeptany tor. Wraz z kolejnymi okrążeniami kręgi zmniejszają średnicę, a wytrwały adorator może wreszcie cieszyć się bliskością upragnionej partnerki.